No właśnie. Który to już raz odwiedzasz te same miejsca i piętnasty stajesz na Baraniej Górze, dwudziesty widzisz Halę Gąsienicową, a liczbę kamieni na Czuplu możesz podawać z pamięci. A może to po prostu szansa na odkrycie czegoś nowego? I zaśpiewania pod nosem: “lubię wracać tam, gdzie byłem już...”.

Miniony rok pokazał, że powracanie w poznane już wcześniej miejsca nabrało nowego znaczenia. Po kilku dłuższych “górskich rozłąkach” cieszyły każde wycieczki i nawet te szlaki, które przechodziliśmy wiele razy. Przede wszystkim należało jakoś poradzić sobie z zastaną rzeczywistością i odkryć choć trochę niezwykłości w już dawno poznanym świecie. 

Ten pierwszy raz. Zawsze ekscytujący

Wiadomo. Nowo oglądane przestrzenie budzą ciekawość. Chcemy poznać górskie krajobrazy, ale też poszukać punktów odniesienia w nieznanym terenie, porównania. Czasem czujemy niepokój – przecież stykamy się z “obcym”. Powoli oswajamy przestrzeń. Robimy zdjęcia, weryfikujemy z mapą trasy, szczyty, lodowce. Jeśli poszukujemy planów na weekend, wakacje, jednodniową wycieczkę, to zawsze takie miejsca, dotychczas nieodwiedzone, zajmują pierwsze punkty na naszej liście. Zawsze, gdy wędrujemy gdzieś po raz pierwszy, rodzi się ekscytacja. I często wiemy, w przypadku odległych zakątków, że po tym pierwszym razie, być może już nigdy tam nie powrócimy. 

Ałatau Zailijski w Kazachstanie
Niepoznane wysokie góry mogą spowodować u każdego szybsze bicie serca...
Turystka na szlaku we włoskich Alpach
Poznawane zakątki Alp zapadają w pamięci

Drugi raz?

Okazało się, że powracanie w niektóre miejsca było dobrą okazją do tego, by znaleźć i dostrzec coś nowego. A góry to naprawdę świetny teren do takich obserwacji. Wierzchołki zdobyte w dzieciństwie maleją, kiedy odwiedzamy je jako dorośli. Zmieniają się po latach szlaki, głównie za sprawą naszej pamięci, która nie mieści przecież wszystkich szczegółów, obrazów, widoków. Wspaniałą metamorfozę dostarczają pory roku, pory dnia! Powstają urwiska, łamią się drzewa, rzeki zmieniają koryta, przybiera woda albo wysuszają się stawy, w naturze stale coś się przeobraża. Grunt, żeby to zauważyć i docenić zmiany. Nauczyć się wracać tak jak niektórzy fotografowie w to samo miejsce, próbujący „ustrzelić” najlepsze w życiu warunki. Albo po prostu podzielić się z kimś oswojonym już przez nas miejscem.

Hala Gąsienicowa w śniegu
Zimowa odsłona Hali Gąsienicowej
Widok z Pilska
Widoki z Pilska po raz... no, nieważne

Podróżuj do siebie!

Jest jeszcze jeden aspekt podróżowania. Pisze o nim Leszek Kołakowski:  

I to chyba najciekawsza z kwestii podróżowania. Kiedy nie tylko przekształca się przestrzeń, ale także zmienia się coś w nas. Banalne to stwierdzenie, że podróże pozwalają spojrzeć z innej perspektywy na wiele codziennych zagadnień.  Banalne, ale przecież prawdziwe! Niektóre miejsca, mimo że wcześniej odwiedzone, będą wydawały się zupełnie różne, kiedy znajdziemy się w nich z zupełnie nowym doświadczeniem, przeżyciem, wiedzą. Do wielu z nich będziemy wracać ze względu na „podróż sentymentalną”. Każdy z pewnością ma wiele takich szczytów, polan, lasów i innych przestrzeni, które wzbudzają miłe skojarzenia, przynoszą wspomnienia. Zaskakujące może być porównanie widoków gór z czasów dzieciństwa. Jako dorośli dostrzeżemy, że niektóre ze szczytów jakby zmalały… 

Dlaczego więc nie polubić wracania tam, gdzie się było już? Odwiedzajmy stare miejsca, spoglądajmy na nie z nowym błyskiem w oku i sprawdzajmy, czy dojrzeliśmy do pewnych spraw, czy coś się w nas zmieniło.  Podejdźmy z kreatywnością do podróży i w znanej przestrzeni odkryjmy coś zupełnie nowego i zaskakującego. 

Dolina Małej Łąki – 2012 i 2002

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *