Pirknerklamm – straszny młyn na tej ferracie!

Pirknerklamm – straszny młyn na tej ferracie!

Share on facebook
Share on pinterest
Share on email
Share on print

To już kolejna z niedługich ferrat, którą przechodzimy w szumie wody. Pirknerklamm została poprowadzona w wąwozie znajdującym się w Dolomitach Lienzkich w Austrii.

Głośno, dużo ludzi, no i oczywiście straszny młyn. 

Okeeej, nasz błąd. Miało być “starszy”, nie “straszny”, sorry. Bo to właśnie podniszczony budynek starego młyna oraz różne jego elementy – w tym koło młyńskie – zwiastują początek ferraty Pirknerklamm. Nie ma się co dziwić, że to właśnie w tym miejscu znajdował się młyn – był napędzany przez rwący potok Pirkner. Na szczęście żeby przejść trasę, nie trzeba brodzić w wodzie, można przypiąć się lonżą do liny i chodzić po skałach. Uff. 

Ferrata Pirknerklamm – gdzie ją właściwie znaleźć?

Via ferrata Pirknerklamm znajduje się w Dolomitach Lienzkich. Mimo że w nazwie są “Dolomity”, to jednak jest to Austria, a te góry to tak naprawdę Alpy Gailtalskie leżące na terenie Karyntii i Wschodniego Tyrolu. Co ciekawe, Dolomity Lienzkie w ogóle nie są zbudowane z dolomitu. To skąd ta nazwa? Tylko z powodu kształtu szczytów i skał, które komuś bardzo przypominały słynne włoskie góry. 

Aby wejść na ferratę, trzeba przyjechać do niewielkiej miejccowości Unterpirkach i zostawić auto na niewielkim parkingu

Widok na Alpy Gailtalskie, nad górami księżyc
Alpy Gailtalskie

Początek ferraty Pirknerklamm, czyli jak oswoić Gefahr

Na początek (po przejściu kilkuset metrów w lesie) tablica informacyjna i ostrzegawcza: “GEFAHR!”. Dobrze, dobrze, wiemy, że Gefahr. Ferraty nigdy specjalnie nie są nie-Gefahr. (A Pirknerklamm szczególnie wtedy, gdy poziom wody jest bardzo wysoki). 



Tablica ostrzegająca przed niebezpieczeństwem
Wchodzisz na własne ryzyko. Okeeeej...

Jakoś musieliśmy sobie poradzić z tą myślą i ruszyliśmy do ruin starego młyna, który niegdyś był napędzany potokiem Pirkner. Z brzegu widać pierwsze wodospady, obok których prowadzi ferrata, a także wejście do jaskini – podobno udostępnionej turystom i doprowadzającej do jakiegoś wodospadu. 

Ruiny koła młyńskiego na ferracie Pirknerklamm
Pozostałości po kole młyńskim nad potokiem Pirkner
Początek ferraty Pirknerklamm
Spokojny początek ferraty

My zostaliśmy oczywiście po stronie stalowej liny i w ten sposób zaczęliśmy ferratę Pirknerklamm – na początek wycenioną na B. No właśnie. Wycena ferraty Pirknerklamm to C (topo). Fragment o tej trudności znajduje się już na samym początku. Co to za fragment? Blok skalny bez dobrych stopni, ale nie aż tak trudny do przejścia. 

W skałę gdzieniegdzie wbite są klamry lub pręty, co ułatwia poruszanie się po coraz wyższych ścianach wąwozu. 

Turyści na skałach wspinają się po ferracie Pirknerklamm
Już na początku widzimy, co nas mniej więcej czeka – czyli pierwszy fragment C
Błażej na ferracie Pirknerklamm
Klamry pomagają, kiedy nie ma zbyt wielu stopni

Generale, melduję kolejki na mostach linowych!

Najgorzej kiedy ferrata zmienia się w plac ćwiczeń dla żołnierzy. A tych żołnierzy nie jest trzech, tylko z trzydziestu. I w dodatku nie poruszają się sprawnie i szybko, tylko pewnie według jakichś ustaleń dowodzącego (bo nie wiemy, co innego może tłumaczyć to, że widziana przez nas grupa kolesi przechodziła dwa krótkie mosty chyba z pół godziny…).

Wojskowi na mostach linowych
Jak oni się tam nakombinowali przy tych mostach...
Błażej przechodzi most linowy nad rzeką
Błażej tyle nie kombinował, po prostu przeszedł

Takie warunki zastaliśmy na Pirknerklamm, co niestety spowodowało, że w wielu miejscach długo musieliśmy czekać. Między innymi przed dwoma ciekawymi mostkami linowymi. Pierwszy z mostów to tylko dwie liny – jedna na nogi, druga do wpięcia się i trzymania. Drugi to z kolei jedna lina na nogi, dwie jako poręcze oraz trzecia jako miejsce, do którego trzeba się wpiąć. Tam też dopięta była dodatkowa linka z karabinkiem do wpięcia lonży. 

Błażej przechodzi z jednego mostka na drugi
Przejście pomiędzy mostami linowymi wymagało postawienia dużego kroku. Ten fragment prawdopodobnie miał wycenę C

To jednak nie było takie proste, bo linka często nie wracała do początku mostu, tylko zostawała gdzieś w połowie. Osoby o wyższym wzroście (czyli tak ok. 2 metrów) wpinały się więc bezpośrednio do górnego zabezpieczenia, a ci, którzy nie są aż tak wysocy, no cóż… jakoś sobie musieli radzić. 

Darek przechodzi most linowy na ferracie
Czaki musiał skorzystać z górnej liny, bo dodatkowa linka znajdowała się po drugiej stronie. W zasadzie takie wpięcie było wygodne tylko dla najwyższego z nas Błażeja

Coraz bliżej tęczy

Ferrata Pirknerklamm prowadzi po obu stronach wąwozu, tak więc przechodziliśmy z jednej strony na drugą, jednocześnie cały czas zwiększając swoją wysokość. Na tyle, że nagle potok Pirkner znacząco się od nas oddalił.

W kolejnych częściach ferraty – wycenionych na B oraz C – znowu wspinaliśmy się po stromych ścianach wąwozu. Nie sprawiały żadnych trudności ze względu na dobre ubezpieczenie. 

Błażej idzie w kierunku wodospadu po Pirknerklamm
Trochę trawersu, ale za nim prawie pionowa skała

Kluczowy moment to niemalże pionowa skała znajdująca się po lewej stronie wysokiego wodospadu spadającego z kamiennego muru. Wodospad nosi nazwę Regenbogenfall – a to wszystko przez tworzącą się na dole tęczę.

Wodospad Regenbogenfall
Regenbogenfall

Przejście przez próg wodospadu to jeszcze nie koniec ferraty. Trzeba jeszcze podejść pod tamę! Ścieżka prowadzi do kolejnych trudności, najpierw nieco siłowych (początkowo C), a potem już coraz łatwiejszych. (B i na końcu A). 

Na nasze nieszczęście znowu wpadliśmy na panów żołnierzy, którzy podobnie jak wcześniej, strasznie się gramolili (choć trzeba sprawiedliwie przyznać, szli jeszcze z plecakami, które mogły z 20 kilogramów ważyć). 

Ferratę skończyliśmy na samej górze tamy. Potem czekała nas droga powrotna przez las – około 20 minut do parkingu.

Turyści siedzą na tamie na końcu ferraty Pirknerklamm
Ferrata, ferrata i po ferracie

Na ferracie Pirknerklamm nie pogadasz, ale i tak jest spoko

Na ferracie Pirknerklamm pokonuje się ok. 140 metrów w górę. Nie jest to jakieś wybitne przewyższenie, dlatego też jej przejście powinno zająć 50 minut. Nam tradycyjnie zajęło na pewno ponad godzinę (tym razem ze względu na zatory przy mostach linowych). 

Jak to jednak bywa przy tego typu ferratach, zazwyczaj chce się je przejść jak najszybciej, bo szum (a właściwie ryk) wody po pewnym czasie zaczyna być denerwujący. Ani to pogadać, ani nic… 

 

Musimy jednak przyznać, że ferrata Pirknerklamm to chyba najciekawsza “ferrata wąwozowa”, jaką do tej pory pokonaliśmy. Ale w zasadzie, czy mamy w tej kwestii duże doświadczenie? Chyba nie. Odwiedziliśmy przecież tylko ferratę HZS w Martinskich Holach, no i Kysel w Słowackim Raju

© Copyright 2020 Błażej Wojaczek. All rights reserved

Made for your joy ❤

Korzystanie z niniejszej witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Zmiany warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do plików cookies można dokonać zmieniając ustawienia przeglądarki.