Spacer na Tindstinden

Spacer na Tindstinden

Share on facebook
Share on pinterest
Share on email
Share on print

Promy pływające po Morzu Norweskim przypominały: czas wracać do domu! Pożegnaliśmy się więc z Lofotami, rzucając jeszcze raz na nie okiem podczas spaceru na Tindstinden.

Widok na góry w Sorvagen
Najważniejsze to znaleźć miłe miejsce na nocleg

Tindstinden (490 m) był naszym ostatnim celem. Wyczailiśmy go, szukając czegoś fajnego w okolicy Moskenes, tak żeby można było zrobić w miarę szybką wycieczkę i przede wszystkim zostawić namiot w pobliskich krzakach. (W Norwegii nie jest to aż tak wielkim problemem. Raczej nikt nie pokusi się o zabranie komuś namiotu czy nawet zajrzenie do jego środka, choć oczywiście wartościowe rzeczy warto mieć zawsze ze sobą).

Skusił nas przede wszystkim ten intrygujący opis na stronie Rando-Lofoten: “Trasa przeznaczona tylko dla doświadczonych turystów, którzy wiedzą, jak sobie poradzić, gdy jest pozbawiona śniegu, i mają dobrą głowę do wysokości” (dobrze, że to nie czterotysięcznik!). Niemniej zachęcający był opis obrazkowy, który przedstawiał, że szczyt nie jest dostępny dla: dzieci, psów i kolesi na rakietach śnieżnych. Uff. 

Ścieżka na Tindstinden
W drodze na szczyt spokojnie. Żadnych dzieci, psów i kolesi w rakietach

Początek szlaku trudny. O tym już autorzy Rando-Lofoten nie wspomnieli. Błoto. I choć wiedzieliśmy, że to prawie ostatni dzień i że już nie byłoby takiej straty, gdybyśmy się uciaprali w tym błocie po łydki… to jakoś tak nadal gimnastykowaliśmy się, skacząc z kamienia na kamień. Pełnego skupienia wymagało wejście na kawałek skały ubezpieczonej łańcuchem. Niby nic, ale jednak w głowie nadal myśl: “BYLE SIĘ NIE ZMAZAĆ”.

Byle tylko ominąć błoto...

Szlak do pewnego momentu prowadził bardzo łagodnie, aż w końcu zaczął piąć się stromo w górę i wyprowadził nas na grań. Okazało się, że po jej drugiej stronie znajduje się Ågvatnet (co potwierdza, że na Lofotach wszędzie jest blisko i wszystko wydaje się znajome).

Grań jest dość przepaścista. Przy niektórych skałach znajdował się kawałek łańcucha, więc można się było trochę przytrzymać. Poza tym do samego szczytu prowadziła wąska ścieżka, która gdzieniegdzie przekraczała dosyć wielkie głazy. 

Niedługa grań Tindstindena
Skały i głazy Tindstinden
Przejście po skałach nie było specjalnie skomplikowaną czynnością

Widoki z Tindstidena? Świetne! Znajduje się on nad Tind i Å, więc z góry można podziwiać tę niewielką rybacką wioskę (i przy okazji zastanawiać się, gdzie poszli ci wszyscy ludzie z aut pozostawionych na parkingu). Wypatrzyliśmy też  Munkebu i okolice, które odwiedziliśmy we wcześniejszych dniach lofotowej wycieczki.

Widok na Lofoty
Szybki rzut oka na Lofoty

Chociaż wejście i zejście na Tindstindena prowadziło tą samą trasą, nudno nie było. Tym razem z grani mogliśmy dokładnie poprzyglądać się szczytom otaczającym Ågvatnet. Robią one wrażenie zupełnie niedostępnych (i prawdopodobnie dla zwykłych turystów takie są). 

Powrót z Tindstndena
Trzeba wracać...

Podsumowanie wycieczki na Lofoty

Oczekiwanie na prom
Z niepokojem zaglądamy w ogromną paszczę promu

Tindstinden był miłym zakończeniem naszej przygody z Lofotami. Po nocy spędzonej w Sorvågen wróciliśmy do Bodo z planem, że zwiedzimy coś w jego okolicy. Niestety, pogoda się skiepściła, a nam udało się tylko dotrzeć w okolice niewielkiego szczytu Ronvikfjell.

Przekaźnik we mgle
Przekaźnik nieopodal Rønvikfjell

Co polecamy w przygotowaniu się w podróży na Lofoty? 

  • poczytać opisy tras na stronach Rando-Lofoten i 68north;
  • skorzystać z mapy.cz lub UT.no (na tej mapie zaznaczone są chatki DNT – norweskiego stowarzyszenia turystycznego);
  • nie martwić się niczym i planować wycieczki w góry oraz na plaże;
  • mieć świadomość, że jednego, czego na pewno nie da się całkowicie przewidzieć, to pogoda. (Choć mamy podejrzenie, że od drugiej połowy lipca jest ona nieco bardziej łaskawa). Prognozy można podpatrzeć np. nas norweskiej yr.no, a dla konkretnych szczytów na Mountain Forecast
Może i całkiem fajnie byłoby mieszkać w takim domku na Lofotach? Hmm...

Podróż na Lofoty nauczyła nas spokoju i cierpliwości (trochę z powodu wyczekiwania dobrego momentu i pogody). Ale to nie Norwegia miała ostatnie zdanie w naszej podróży…

Tak na początku, jak i na końcu to PKP przetestowało naszą wytrwałość i pokazało, co naprawdę znaczy być  cierpliwym, opóźniając pociąg do domu o ponad 2 godziny. No cóż, bez podróży pociągiem z pewnością nie bylibyśmy tak świetnie przygotowani do żadnej przygody! 😉

Gdańsk Wrzeszcz
Wrzeszcz...

Gotowy na podróż? Poznaje relacje z naszej wyprawy na Lofoty

© Copyright 2020 Błażej Wojaczek. All rights reserved

Made for your joy ❤

Korzystanie z niniejszej witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Zmiany warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do plików cookies można dokonać zmieniając ustawienia przeglądarki.