Ach, nareszcie wakacje. Słoneczna Italia, wysokie góry, piękna ferrata. Tylko spieszyć się trzeba, bo od 11 deszcz ze śniegiem. Tak to już bywa w lipcu. Nawet w Alpach Karnickich i na jednym z ich szczytów – Monte Peralbie – oraz ferracie Sartor.

Początek urlopu nie był dla nas łaskawy. Trzymaliśmy nosy w telefonach, śledząc każdą deszczową i burzową chmurkę pędzącą nad włoską stronę Alp Karnickich. Nie poddawaliśmy się i poszukiwaliśmy “okien pogodowych”. Tracąc nadzieję, uciekliśmy z jednego szlaku i poszliśmy na pizzę. I to pomogło. Odzyskaliśmy dobre nastroje, ugruntowaliśmy je serniczkiem z ricottą i znaleźliśmy miejsce, w którym miało padać dopiero od 11.

Ulica i domy we włoskim mieście Sappada
To miasteczko to Sappada. Nie dziwi nas, że w nazwie jest "PADA"...

Zupełnie włoska – Monte Peralba

Monte Peralba (lub jeśli ktoś woli – Hochweißstein) to mierzący 2694 m n.p.m. szczyt położony po włoskiej stronie Alp Karnickich. O tym paśmie już co nieco pisaliśmy, ale warto chyba powtórzyć, dlaczego tak nas intryguje. Alpy Karnickie, położone na granicy włosko-austriackiej, to przede wszystkim góry z dolomitowym zacięciem. Nie dość, że można uniknąć tam tłumów, to jeszcze da się znaleźć ciekawe miejsca na hiking lub via ferraty. Poza tym te góry, podobnie jak Dolomity, są świadkami historii – wciąż znajdują się w nich pozostałości po okopach, skalne korytarze, jaskinie oraz sztolnie, a więc pozostałości po przebiegającym tam froncie z czasów I wojny światowej. Miejscem walk była również Monte Peralba i gdzieniegdzie na szlaku można napotkać elementy dawnych fortyfikacji. 

Co ciekawa, rejon, w którym znajduje się Monte Peralba, nazywany jest także Dolomitami Karnickimi. I oczywiście niektóre ze szczytów przypominają kształtem Dolomity, jednak jak podaje Wikipedia, główną różnicą pomiędzy nimi jest to, że Alpy Karnickie są po prostu niższe i starsze. 

Widok na zieloną trawę i drzewa oraz wystające nad nimi góry
Znajdujemy dobrą miejscówkę na nocleg i wypatrujemy nadchodzącego okna pogodowego
Wschód słońca w Alpach Karnickich
Poranek okazuje się być niezwykle ciekawy...
Widok na Alpy Karnickie, nad nimi granatowe niebo
A jednym z jego "ciekawych" elementów był kolor nieba nad zachodnio-południową częścią Alp Karnickich

Podejście na ferratę Sartor

Najszybszym sposobem na dojście do ferraty jest wyjście z parkingu znajdującego się na 1800 m n.p.m. do Rifugio Pier Fortunato Calvi (2164 m n.p.m.). Spod schroniska pod ścianę prowadzi szlak. O tym, że za chwilę rozpocznie się ferrata informują tablica Włoskiego Klubu Alpejskiego (Club Alpina Italiano), zajmującego się m.in. utrzymaniem ferrat czy też bivacco, oraz tablica pamiątkowa poświęcona generałowi brygady Piepo Sartorowi. Podejście zajmuje ok. 1,5 godziny.

Schronisko stojące pod skałami
Tak blisko, a tak daleko. No dobra, nie aż tak daleko – Rifugio Calvi, przystanek w drodze na i z ferraty Sartor
Ola stoi przy szlakowskazie
Pod schroniskiem trzeba wybrać szlak prowadzący pod ferratę
Początek ferraty Sartor na Montę Peralbę
Drabinkowy początek ferraty Sartor

Ferrata Sartor

Ferrata Sartor to droga o trudności B/C prowadząca pod szczyt Monte Peralba. Miała nam teoretycznie zająć ok. 1 godziny, ale w związku z tym, że jest niezwykle widokowa, nie mogliśmy odpuścić sobie robienia zdjęć. Ferratę Sartor rozpoczęliśmy pionowym wejściem po klamrach. Następne jej fragmenty przechodziliśmy po skałach z dobrymi chwytami zarówno na nogi, jak i na ręce. I właśnie dzięki temu, że większość drogi prowadzi stromo pod górę, szybko zdobywaliśmy wysokość.

Błażej wspina się po ferracie Sartor na Monte Peralba
Na ferracie Sartor mało jest trudnych fragmentów
Błażej przechodzi ferratę Sartor, w tle Monte Chiadenis i Alpy Karnickie
Sartor nie jest ekstremalna. No chyba że ekstremalnie widokowa!
Ola siedzi na skałach na ferracie Sartor prowadzającej na Monte Peralba
Póki dobra pogoda trzeba było podziwiać widoki

Gdzieniegdzie przechodziliśmy też wąskie, skalne półki, ale cała droga jest bardzo dobrze ubezpieczona, tak więc zdecydowanie odpowiadają jej trudności pomiędzy B a B/C. 

Ferrata skończyła się dla nas niespodziewanie szybko, a zdecydowanie liczyliśmy na więcej. Pozostało nam więc podejść do szczytu – już w kłębiącej się mgle i rozpoczynającym się deszczu. Oczywiście nic nie wyszło z naszego planu szybkiego przejścia – od samego parkingu zatrzymywały nas punkty widokowe na zdjęcia.

Podczas podejścia na Peralbę szliśmy za czerwonymi kropkami po głazach i sporej wiekości kamieniach. Po ok. 20 minutach osiągnęliśmy grzbiet, z którego już wyraźnie widzieliśmy krzyż, Madonnę oraz dzwon. Za długo tam jednak nie posiedzieliśmy, warunki nie były ku temu sprzyjające (choć i tak dobrze, że na szczycie zamiast deszczu padał śnieg). 

Błażej przechodzi końcówkę ferraty Sartor, w tle Alpy Karnickie
Wszystko co dobre szybko się kończy
Ola odwrócona tyłem wpatruje się w góry i chmury
W tym także pogoda
Ola na szczycie Monte Peralba, w tle krzyż i Madonna
Na szczycie widoków brak, za to śnieg z deszczem za 3, 2, 1...

Droga papieska, czyli powrót z Monte Peralba do Rifugio Calvi

Zejść z Monte Peralby można na trzy sposoby. Najdłuższy z nich to wycieczka do Austrii i Doliny Lesach. Już przy parkingu na tablicach informacyjnych widniała nazwa Maria Luggau – jest to miasto po stronie austriackiej Alp Karnickich. Ze szczytu najpierw trzeba kierować się na północ i Hochalpjoch, następnie do Hichweisssteinhaus, a potem ju drogą Kartner Grenzweg do Lesachtal.

Ale jeśli auto zostawimy na parkingu we Włoszech, to jednak warto po nie wrócić. W tym wypadku opcje są dwie:

  • szlak nr 131 (Peralba Cresta Ovest) prowadzący do schroniska Sorgenti del Piave – szlak ma 2,6 kilometra i powinien zająć nieco ponad 1 godzinę; prowadzi trawersem, może być jednak dość stromy i niesprzyjającej pogodzie średnio przyjemny;
  • droga papieska, czyli via normalle “Giovanni Paolo II”, która ma 2 kilometry i można ją przejść w ok. 45 minut.

My wybraliśmy tę drugą opcję i warto co nieco o niej powiedzieć. Przede wszystkim szlak ten został nazwany tak z okazji wizyty Jana Pawła II na Peralbie w 1988 roku, dlatego też natknęliśmy się po drodze na co najmniej dwie tablice pamiątkowe poświęcone temu wydarzeniu. 

Inna rzecz, że ten szlak nie był wcale przyjemny, choć o tym pewnie zadecydowały warunki. Najpierw musieliśmy przejść po zalegającym w żlebie starym śniegu, ominąć świeże płaty śniegu, a potem jeszcze we mgle znaleźć odpowiednią ścieżkę, by po stromym zboczu zejść do rozejścia szlaków. Stamtąd jednak w 20 minut dotarliśmy do rifugio Calvi, a potem w kolejne 20 minut do parkingu. 

Zejście ze szczytu Monte Peralba w mgle
Na zejściu drogą Jana Pawła II można spotkać coś w rodzaju ubezpieczenia, nie jest to jednak ferrata
Zejście z Monte Peralba do rifugio Calvi
Byle prędko do Rifugio Calvi (po cappuccino!)
Murowane Rifugio Calvi
Rifugio Calvi z bliska

Deszcz deszczem, ale Alpy Karnickie i tak spoko!

Chcielibyśmy skończyć te zachwyty nad „Karniszami”, ale niestety nawet deszcz czy mgła nie chciały się do tego przyczynić. Bo jak tu narzekać na góry, z których nawet widoki z parkingu są niezłe. Żeby to jednak potwierdzić, zostawimy kilka zdjęć w galerii. Dobra, no to już koniec „ochów” i „achów”, po prostu zaplanujemy kolejną wycieczkę. 

Jedna odpowiedź

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *