Jedzenie na trekkingu, czyli jak żyć, co jeść?

Jedzenie na trekkingu, czyli jak żyć, co jeść?

Share on facebook
Share on pinterest
Share on email
Share on print

Wyruszenie na dłuższy trekking jest prawdziwym wyzwaniem. Niekoniecznie ze względu na trudności trasy czy jej długość. To wyzwanie rozpoczyna się wcześniej . Dokładnie wtedy, gdy człowiek bezradnie staje w sklepie przed półkami z jedzeniem i zupełnie nie wie, co wybrać.

Menażka stojąca na maszynce gazowej.
Przygotowanie posiłków to nieodłączna część trekkingu

Dobrze, szybko i tanio

Należy uświadomić sobie, że ta „trójka” jest bardzo trudna w realizacji. Często jej elementy wykluczają się wzajemnie. I tak: jeśli będziemy jeść przez dwa tygodnie zupki chińskie  będzie szybko i tanio, ale na pewno nie dobrze. Jeśli zdecydujemy się na liofilizaty, będzie dobrze i szybko, ale oczywiście nie tanio. Kombinacja dobrze i tanio jest możliwa wtedy, gdy zabieramy drewno, rozpalamy ognisko, robimy ruszt, pieczemy kiełbaski – szybko? Nie. (A czasami też nielegalnie). 

Zupka chińska w menażce
Szybko i tanio, ale niezbyt dobrze. Tradycyjna zupka chińska 😀

Jest oczywiście jeden haczyk. Może być i szybko, i tanio, i w całkiem dobrze, kiedy do plecaka włożymy słoiki z gotowymi daniami. Na pewno jednak nie będzie lekko. 

Przygotowanie posiłku w terenie.
Świeżo zrobione zakupy wróżą dobry obiad.

Różnorodność ponad wszystko

Każdy, kto choć raz przetrwał dłuższy wyjazd, zdaje sobie sprawę, że jedzenie to bardzo ważny element, a codzienny kuskus, choćby nie wiadomo z jak dobrym sosem i kabanosami był przygotowany, po kilku dniach stanie się udręką. Różnorodność potraw powoduje, że nabieramy ochoty, a nie przymusu do jedzenia. 

Jedzenie przygotowywane przez osoby w górach
Dobre przyprawy mogą uratować każdy posiłek!

Dlatego warto wprowadzić zmiany i świeżość w turystyczne menu. Nasz sposób jest prosty: zabieramy jedzenie w różnych kombinacjach – kuskus, pure, sosy, szybko gotujące się makaraony, kabanosy lub inne mięsko, a także liofilizaty. (Tzw. gorące kubki też, ale mało i tylko po to, by zaspokoić chęć na glutaminian sodu). Nie zapominamy też o przyprawach albo oliwie (przechowywanej w małym pojemniczku),  które nawet pure potrafią przemienić w wyborne danie.

Dwa opakowania liofilizatów.
Liofilizaty. Nie najtaniej, ale za to jak szybko i smacznie!

Największe problemy stanowią śniadania (oboje nie potrafimy przekonać się do owsianki). Można jednak z tego wybrnąć, przygotowując sobie mleko w proszku i musli lub granolę z orzechami (i czekoladą), a także budynie czy kaszki manny. Choć nie da sie ukryć, najlepsze jest zawsze jakieś mięsko. 

Musli z mlekiem w menażce - Jedzenie na trekkingu
Mleko w proszku, musli, kawałek czekolady i śniadanie gotowe.

Na szczęście z przekąskami nie ma żadnego problemu! Zabieramy batony, czekoladę,  (czasem żelki…) i orzechy. Zdarza nam się także wziąć suszone owoce, które jednak nie dostarczają zbyt wielu kalorii, ale choć trochę zastępują  świeże owoce. 

Dwie kobiety jedzą batoniki
Z przekąskami niektórzy zdecydowanie nie mają problemów. (No chyba, że batoniki nagle się skończą...)

Rady ekspertów

Planowanie zakupów i jedzenia w góry nigdy nie jest proste. Jednakże przychodzi z górskim doświadczeniem – po kilku wyjazdach już wiemy, co chcemy jeść w czasie trekkingu, co najbardziej nam odpowiada, a po czym mamy odruchy wymiotne.  

Warto skorzystać z porad doświadczonych backpackersów, podróżników i szukać stron, na których znajdują się świetne pomysły na turystyczne posiłki.

Łukasz Supergan na swoim blogu przedstawia propozycje dań, które są smaczne i różnorodne, a przede wszystkim są zasobem kalorii. Polecamy również REI i serię “Campworthy”. Można znaleźć tam  przepisy na ciekawe posiłki do przygotowania w terenie lub zabrania ze sobą w góry.

Jeśli i Ty, drogi Czytelniku, masz ciekawe sposoby na organizowanie posiłków, podziel się z nami doświadczeniem i napisz komentarz pod postem. 

A po wyprawie…

Warto skusić się na coś naprawdę pysznego! 🙂

Trzy osoby w restauracji.
Po wyprawie warto wpaść do restauracji i w końcu wziąć coś innego niż kuskus!
Grupa osób w restauracji.
Nic tak nie cieszy po trekkingu jak skosztowanie lokalnych potraw, np. tych z Rumunii
Cztery osoby z Pringlesami
Pringlesy zawsze spoko!

© Copyright 2020 Błażej Wojaczek. All rights reserved

Made for your joy ❤

Korzystanie z niniejszej witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Zmiany warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do plików cookies można dokonać zmieniając ustawienia przeglądarki.